|
2005 OCENY   |
2005-10-01 00:17:29 >> Coś,co powstać nie powinno. "Empty vessel under the sun wipe the dust from my face another morning black sunday coming down again I'm coming down again" Szczątki paznokci zanurzają się z sykiem w bezduszności mej twarzy , pozostawiając puste wgłębienia nieczułości. Czy doprawdy tyle przemocy trzeba by zetrzeć dwie symetryczne strużki spływające tak jednostajnie? A w tych korytach , do złudzenia wręcz lochach czai się pył.Pył z ognia , który płonął tej nocy...Ognia , w którym spłonęłam. "Empty vessel, empty veins, empty bottle, wish for rain that pain again wash the blood off my face, the pulse from my brain pain again... and I feel that pain again" Po raz pierwszy używam słowa 'ból' bez skrępowania ...Stan przeddeliryjny - dlaczego nie rozpoczynasz należnych działań profilaktycznych? Lekceważenie pełznie w moich żyłach , wypalając przestrzenie niczym bryła kształtu nieokreślonego. Puste. Butelka także zawsze do połowy pusta - napełnię ją deszczem z oczu mej NIENAWIŚCI. "I'm looking over my shoulder cos millions will whisper I'm killing myself again Maybe I'm dying faster but nothing ever lasts" Każdej nocy umieram na nowo , modląc się do nieodkrytych jeszcze zdolności mego umysłu aby tym razem przasność światła nie wyparła mistycyzmu nocy. "I remember a night from my past when I was stabbed in the back And it's all coming back and I feel that pain again" Pamiętam? Mało powiedziane... ŻYJĘ nocą ową , jakże zapomnieć melodię którą w afekcie wygrywałeś na strunach mej naiwności? Wciąż boli... "I abhor you, I condemn you cos this pain will never end You got away without a scratch and now you're walking on a lucky path" Tak... czuję wstręt... lecz do siebie. Podskórne drżenie każdego nerwu uzewnętrznia się w sztuczności mego uśmiechu.Ponadczasowe pytanie , mantra werbalna lecz trans w słowach przejawić się nie jest w stanie. Dreszcze. "...dla Ciebie to nie miało znaczenia...nie miało znaczenia...nie miało znaczenia...NIE MIAŁO ZNACZENIA". "I have to laugh but you'd better watch your back There's pathetic opposition, they're the cause of my condition I'll be coming back for them" Puste oczy ,drżące dłonie , niepohamowany śmiech. Śmieję się? Skąd więc pieczenie we wcześniej wyżłobionych korytach... Płaczę? "I've a solution for this sad situation Nothing left but to kill myself again Because I'm so empty" ... choć ręce drżą niewspółmiernie do temperatury , choć delirium mentalne apogeum swe osiąga odmierzam odpowiednią dawkę. Następnego dnia znów się obudzę , znów westchnę teatralnie lecz będę bliżej progu. Progu ostateczności ... A PRZASNOŚĆ DNIA ZOSTANIE POKONANA PRZEZ MISTYCYZM NOCY... Anathema,Empty [Słowa najbardziej osobiste , zdecydowanie zbyt dużo w nich szczerości... Próba wyjaśnienia zmiany jaka zaszła we mnie w ostatnim czasie?] skomentuj (12) 2005-09-02 19:32:23 >> 23. Koniec równa się początkowi...ZAWSZE.Otóż ostatnie dźwięki owej jakże krótkiej melodii o pełnym nadziei oraz szczęścia wydźwięku dobiegły właśnie do mych uszu... Koniec? Jedynie odpoczynek. Odpoczynek od mojej terapii , jaką był tenże blog - czyżby przestał spełniać swą istotną rolę? A może mój subiektywny odbiór pewnych zdarzeń przerasta te skromne możliwości... Same pytania , same wątpliwości , ogrom niepewności. Coś się zawaliło.Coś runęło.Powstało ot tak i nagle wyparowało pozostawiając dławiące uczucie niedosytu... Straciłam łatwość dobierania słów.Straciłam wiarę w jakiekolwiek 'lepiej' ... Zyskałam kilka zarwanych nocy...Abstrakcja - chyba nie ma sensu analizować publicznie - w końcu jakże wiele razy zrobiłam to w swoim umyśle? To co się stało... to co sobie wyobraziłam...- pragnienie okazało się tu spoiwem. (...)Na dnie sarkofagu noc, czarna suknia
Rozrzucam korale wspomnień Wtulona w włosów płaszcz, wonna rodnią swą Teraz okryta snem Na wpół lodowata dłoń, zimne twe usta A jeszcze nie dawno ogień tlił Pamiętam rozkoszny wiatr, masztem gnący sztorm Daję Ci moją łzę(...) skomentuj (8) 2005-08-06 12:11:31 >> 22. "Mój ból wsiąkał z deszczem w ziemię , jakie dziwne oczyszczenie" Closterkeller ,Czas Komety Stałam samotnie , tak blisko progu wytrzymałości... Raz po raz odrywałam czarne płatki ze zwiędłej róży nadziei , rzucając je pod Twoje stopy.Tak , niesłusznie. Swoimi glanami zdeptałeś wszystko , począwszy od kwiatów , a na czym skończywszy? Nie jestem w stanie ująć istoty zgliszczy , które w Twym cieniu mienić się zaczęły , które za Tobą w siłę urosły...W pamięci mej jedynie mętność oczu moich , a także Twój wzrok , między innymi na mnie padający.Uśmiech... nieodgadniony grymas. Jak małą kroplą jestem w morzu spraw nieistotnych? Dlaczego wciąż formułuję uczucia w niewinne pytania o Twoje życie? Mentalnie zależna , emocjonalnie naga zasypiam pod czarną płachtą Twojej ignorancji... Apogeum poniżenia , synonim duchowej degeneracji. Zbrukana miłością... paradoks. Wyjąwszy z jej całokształtu sacrum - które jedyną czystą kroplą miłości się zwie - pozostaje szlam uczuć tzw. "niższych". Emocje niskich lotów. Piękno tylko z definicji , wyprane ze swych cech charakterystycznych. Zazdrość , nienawiść , ból , egoizm... - i to wszystko górnolotnie nazwane kochaniem. ... więc stałam tam , balansując na progu zbawczo-destrukcyjnego bólu , modląc się do własnej podświadomości.Prośba o wytrzymałość , altruizm , wyzbycie się celów posiadania - enigmatyczna pieśń w kontekście owej sytuacji. Wtem spadł chłodny deszcz , razem z pozwoleniem na łez ronienie .... - w końcu któż to teraz dostrzeże , ktoż odróżni? Topiłam się więc w wybłaganej wodzie , stojąc bezszelestnie na coraz bardziej grząskiej ziemii... Aż w jednej chwili spłynęło ukojenie. Tak , niewiarygodne. Uśmiechnęłam się do własnych myśli ,do Twojego szczęścia które mnie nie uwzględnia, wciąż czując ciężar osuwający się niżej , niżej , niżej , wciąż niżej... Wpełzło pod ziemię , pod tę brudną, mokrą ziemię. ... bowiem mając do wyboru mnie i Ciebie , wolę abyś Ty był szczęśliwy... skomentuj (11) 2005-08-01 00:09:31 >> 21. JA. Twór nieharmonijny , sprzeczny , abstrakcyjny. Twór chwiejny. Ja - pole walki dla wartości tak kłócących się ze sobą , jak jaskrawo przeciwnych... Uwiłam sobie gniazdko , świątynię bezpiecznej stałości , niezmiennego rytułału miłości ginącej wśród prób jej okazywania... Miejsce ,gdzie 'kocham' wyświechatnym się staje ,gdzie pocałunek dopełnieniem rytunowej czynności się zwie... Słowem monotonna drzemka mentalno-emocjonalna. Słowem coś pomiędzy - stałam się letnia. I cóż z tego że - jakkolwiek na to nie patrząc - zwałam ją azylem ? Jeden gest , jedno szarpnięcie : wszystko wniwecz obróciłam , zgniotłam , zdeptałam , z ziemią zrównałam... Analogicznie : w chwilach zapomnienia dążę do ułożenia co samodzielnie rozrzuciłam , staram się odmienność wtłoczyć w kierat dnia codziennego. Wciąż żałuję minionego - tego co przed dniem , przed miesiącem , przed rokiem. Tego co już nie wróci ... cokolwiek by to było. Ah , nie kocham dnia dzisiejszego - oto właśnie taki morał wysnułam. skomentuj (4) | -- Design by ER, artwork by R. Morris -- |